To była jedna z tych nocy, które zapisują się w pamięci na długo — pełna śmiechu, rozmów i chwil, które budują prawdziwe przyjaźnie. Gdzieś między zapachem pizzy, grą w piłkę o północy i zabawą w chowanego w kompletnej ciemności zrozumieliśmy, że szkoła to nie tylko lekcje i klasówki, ale przede wszystkim ludzie.
Były zabawy integracyjne, wspólne żarty, rozmowy do rana — te ważne, te śmieszne i te, które zostają w sercu. W tle słychać było śmiech, a może i lekkie chrapanie kogoś, kto jednak nie wytrzymał do świtu (któż to był …?).
A nad wszystkim czuwali nasi niezłomni opiekunowie — pan Hubert Dunin-Borkowski i pan Andrzej Michalak — strażnicy spokoju, porządku i… pustych pudełek po pizzy.
To była noc, w której szkoła na chwilę przestała być tylko szkołą — stała się domem pełnym światła, mimo że wszystkie światła były zgaszone.
